środa, 28 stycznia 2015

Internet: bitwa pięciu reakcji na krytykę.

      Czasami żałuję, że nie studiuję nauk społecznych. Miałabym wówczas nie tylko łatwiejsze studia, ale przede wszystkim mogłabym już teraz, na pierwszym roku, zacząć pisać pracę magisterską. Temat: Jak krytykować w Internecie. Miałaby jedno zdanie. „W Internecie nie wolno krytykować”. Poszłabym na obronę, pokazałabym i dostałabym piąteczkę z gratulacjami za odkrycie Nowej Prawdy Objawionej. Posunę się nawet o krok dalej i stwierdzę, że wszystkie głowy uczelni zebrałyby się, ażeby uczcić mój triumf. Tak, tak to właśnie widzę.


            Nie umiesz zrobić lepiej to nie oceniaj.


            To mój osobisty faworyt. Używany przez rzeszę obrońców uciśnionych, jest tak samo bezsensowny jak wszystkie dyskusje toczące się po rzuceniu tego argumentu. Rozumiem to w ten sposób: skoro ja nie umiem gotować to kucharz w restauracji może mi nasrać na talerz, a ja nie mam prawa tego skrytykować. Oh, z jaką rozkoszą wyobrażam sobie scenę gdy wzywam w takiej sytuacji sanepid i słyszę „Proszę ugotować lepiej, tylko wtedy możemy stwierdzić, czy ma pani prawo skrytykować to danie. Nie możemy podjąć żadnych prawnych kroków dopóki nie okaże się, że pani się rzeczywiście na temacie zna.”. Nie no, brzmi cudownie. I przede wszystkim APETYCZNIE. Abstrahując od tego wyolbrzymienia i przechodząc do innych dziedzin, mam coś takiego jak poczucie estetyki. Nie muszę posiadać ponadprzeciętnej wiedzy na temat sztuki, ażeby stwierdzić, że ktoś po prostu skopał robotę.


            Zazdrościsz.

            Oczywiście. Kiedy mówię, że coś mi się nie podoba logicznym jest, że ja sama też tak chcę. Wyglądać, umieć, robić, być. Największe natężenie takich komentarzy jest na wszelakich stronach gdzie udzielają się głównie panie. To tak, jakbyśmy wszystkie były żmijami (a wiadomo, że tylko ja nią jestem) i jedynym naszym celem było obrażanie innych przedstawicielek płci pięknej. Bo każda z nas chciałaby wyglądać jak ktoś, kogo krytykujemy. Tak jakby nie. Tak jakby totalnie nie. Krytykując paskudny budynek mam tak naprawdę na myśli fakt, że sama chciałabym w takim mieszkać.


Mhmm, nie.

            Dobrze, że sama jesteś idealna.

            To taka wariacja na temat pierwszego komentarza. Dotyczy oceniania wyglądu oraz jakiegoś zachowania. Krytykuję fakt, że ktoś się kurwi na imprezach? Sama nie jestem lepsza i na pewno jestem dziewicą, która nigdy nie imprezowała. Tak. Tak właśnie działa ten ciąg przyczynowo skutkowy. Tutaj naprawdę według jakiejś pokrętnej logiki jedno wynika z drugiego. Ciężko mi się do tego odnieść w jakikolwiek sposób poza zaznaczeniem, że jest to głupie i nie trzeba być ideałem, ażeby stwierdzić, że czyjeś zachowanie lub wygląd są… złe.

            Krytykujesz? Bo co? Bo spełnia swoje marzenia?

            Ustalmy jedno – nie wszyscy mamy talenty w tej dziedzinie, w której chcemy się rozwijać. Absolutnie nie potrafię śpiewać, ale kocham to robić. Chyba żadna czynność nie daje mi takiej nieporównywalnej radości. Jestem jedną realistką i nie męczę ludzi moim jazgotem (no, może współlokatorów w chwilach upojenia szczęściem), nie nagrywam swojego śpiewu i nie umieszczam tego na portalach społecznościowych. W chwili, gdy pod naprawdę złym nagraniem widzę komentarze o spełnianiu marzeń to jakaś cząstka mnie ginie. No okej, niech ktoś te marzenia spełnia, ale czy to jest naprawdę powód dla którego nie mogę wyrazić swojego zdania na dany temat? Przestańmy głaskać beztalencia po główce.

            HEJTUJESZ.

            Słowo, na które jestem uczulona. Słowo – zapalnik, który sprawia, że uwalniam w sobie zwierzęce instynkty. Jest to teraz ukochana furtka ludzi bez jakiegokolwiek dystansu do siebie. Jeżeli jakiś komentarz nie jest po ich myśli od razu rzucają tym obrzydliwym anglicyzmem i myślą, że wyszli z całego zajścia obronną ręką. No nie. Chwila, w której mój rozmówca używa tego słowa niczym tarczy, kończę rozmowę. Nie uznaję tego terminu i tym bardziej nie pozwolę siebie nazywać „hejterem”. Durny wymysł nowych mediów który ma służyć – teoretycznie – walce z tym zjawiskiem, a tak naprawdę je zaostrza. Najwięcej agresji widziałam właśnie u ludzi wściekających się na ten śmieszny hejting. O ironio.
Koniec.
            Wulgarny Antymorał.

            Jeżeli którykolwiek z wyżej wymienionych komentarzy pojawił się obok Twojego nazwiska, jak najszybciej to skasuj. Przecież nie jesteś spierdoliną intelektualną. Potrafisz użyć racjonalnych argumentów i wyjaśnić rozmówcy swoje racje bez używania wyświechtanych stwierdzeń. Masz własny mózg i potrafisz oddzielić bezsensowną nienawiść od konstruktywnej krytyki. Nie jestem idiotką przyjmującą na twarz wszystko jak leci. Prawda?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz