poniedziałek, 19 stycznia 2015

O matce co rozumu nie chciała.

            Nie jest to krytyka macierzyństwa. Jeżeli jesteś kobietą, która urodziła dziecko i zachowuje się normalnie. Jeżeli jesteś kobietą, której nie dotknęło zdziczenie i zdziwaczenie. Nawet więcej – jeśli nie poczujesz się dotknięta, otrzymujesz ode mnie wirtualne potrząśnięcie dłoni i urocze dygnięcie, ponieważ z całego serca Cię podziwiam.

Jestem MATKĄ.

           Jest to zdanie oznajmujące. Informuje nas o tym co przeszła macica kobiety, która je napisała. Nie argumentuje, nie wyraża prośby i nie wnosi niczego nowego do dyskusji. NICZEGONajwyraźniej nie wszyscy o tym wiedzą. Z tego, co zdążyłam zaobserwować rozmawiając z matkami na jakikolwiek temat, podczas ciąży kobiecie
nagle przybywa około 30 punktów IQ. Po porodzie dodaje się do nich kolejne 50. Nieprzespane noce, kolki i inne kupki – DING DING DING - wówczas iloraz inteligencji sięga 200 i nieustannie ROŚNIE. Kobieta, która posiada dziecko mogłaby spokojnie dywagować z Einsteinem na temat fizyki kwantowej, nie przeczytawszy uprzednio ani jednej książki na ten temat! Mój luby studiuje medycynę, na biologii się jako-tako zna i nie potrafi mi wyjaśnić tych procesów chemicznych, które zachodzą w mózgach ciężarnych kobiet i sprawiają, że następuje taki przyrost szarych komórek.

            Błąd.

            Jeszcze ani razu nie dostrzegłam zmiany w ilorazie inteligencji kobiety, która urodziła dziecko. Owszem, zmieniały im się charaktery lub nastawienie do świata, ale żadna z nich nigdy nie zmądrzała poprzez wyciśnięcie z waginy małego brzdąca. Głupieją, owszem, jednak nigdy na odwrót! Jeżeli tak rzeczywiście jest, ja chce to zobaczyć, odczuć to, a nie po prostu widzieć, jak macierzyństwo staje się synonimem mądrości. To okrutne, uwłaczające mądrym ludziom kłamstwo!

            Wiedza niezbędna.

         Wypowiadając się kilka razy wśród matek dotkniętych Pieluszkowym Zapaleniem Opon Mózgowych okazało się, że trzeba posiadać naprawdę rozległą wiedzę na temat porodów, skrótów i zdrobnionek, żeby się z nimi normalnie dogadać. Przyznając się do nieznajomości takich skrótowców jak CC*, MM** czy też SN*** usłyszałam… Omatuszko, czego ja to nie usłyszałam. Że takich terminów używają przecież lekarze  (jak pan DOKTUR tak mówi to rzeczywiście, każdy musi znać te wytwory językowe), że przecież tylko debil nie użyje skrótów (może jestem debilem, ale jeżeli korzystam ze specjalistycznego słownictwa, które nie jest w powszechnym obiegu, staram się jak najwyraźniej i jak najdokładniej przedstawić temat - nie zasłaniam się wygodą) oraz – uwaga, PEREŁKA – dopiero jak będę miała dzieci to zrozumiem, nie dorosłam do tematu - ogólnie w dupie byłam i gówno widziałam.
* CC - cesarskie cięcie
** MM - mleko modyfikowane
*** SN - siłami natury (poród)

            Widać, że nie jesteś matką.

            Oczywiście, że widać. Przesypiam spokojnie noce, nie chodzę z podkrążonymi oczami, nie jestem non stop upierdolona żarciem dla dziecka, mam życie towarzyskie i nie próbuje wmówić innym, że siedzenie w domu non stop jest cudowne. Nie jestem zgorzkniała i moje chamstwo wynika jedynie z mechanizmu obronnego.


           
          Nie mam zielonego pojęcia dlaczego kobiety tak się zachowują. Wszystkie starsze ode mnie kuzynki mają dziecko i żadna z nich nie zachowuje się tak, jak wyżej opisane panie. Nigdy nie musiałam się przed nimi w jakikolwiek sposób bronić, natomiast gdy widzę, że na jakimś forum odpisała mi kobieta, która ma dziecko na profilowym od razu oblewam się zimnym potem. I słusznie. Nigdy wcześniej nie zostałam poczęstowana taką ilością jadu jak wtedy, gdy ośmieliłam się coś skrytykować.

            Nastolatki.

              To jest mój ukochany temat. UBÓSTWIAM wręcz dyskusje, które toczą się pomiędzy mną a jakąkolwiek nastoletnią mamusią. Istnieją także te normalne - po prostu ich nie spotkałam. Ile to razy nie usłyszałam, że pomimo siły moich argumentów ona wie lepiej, ona urodziła, ona poznała sens życia i może WSZYSTKO. Nieważne, że jej jedyna mądrość to ta „życiowa” i „wyniesiona z ulicy”, bo „osiedle ją wychowało”. Nieważne, że ja jestem studentką i traktując siebie samą poważnie staram się utrzymywać jakąkolwiek wiedzę na poziomie poprzez czytanie, pisanie i rozmawianie – studenci to w końcu elita, czyż nie? Ona jest matką i wie lepiej. Któż śmiałby dyskutować z taką mądrością?
Koniec
            Wulgarny antymorał.


         Czy tylko ja zauważyłam, że kobietom po porodzie dosłownie odpierdala? W życiu nie widziałam tak roszczeniowej postawy, nawet wśród pokolenia 50+. Baby swoim dzieckiem potrafią usprawiedliwić każdą podłość jaką wyrządzają, bo to przecież dla dobra dziecka, bo ona przecież jako lwica broni swoich młodych przed złem świata. A tym złem jest KAŻDY. Starsza pani prosi o wpuszczenie ją do kolejki, bo w przeciwieństwie do matki objebanej MILJONEM zakupów ona ma tylko ciastka? A poszła mi stąd, ja mam dzieci, nikt nie może robić takich rzeczy! Z jakiej racji muszę cały czas się bronić przed kimś kto nie powinien być dla mnie zagrożeniem? Kobiety! Nie jesteście uprzywilejowane. Same na siebie to sprowadziłyście. Nie każcie cierpieć wszystkim naokoło za to, że wybrałyście bycie matkami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz